Swimrun Poland Solina 2017 – podsumowanie

Swimrun – jeszcze parę miesięcy temu był tylko ciekawostką, dyscypliną o której ktoś, gdzieś tam słyszał. Teraz można już śmiało powiedzieć, że wkroczył do Polski i to z przytupem. Niemal 200 uczestników na pierwszej edycji zawodów nad Soliną! Trudno jest w zwykły sposób opisać tak niezwykłe zawody. Emocje zawodników, piękno przyrody, odkrywanie czegoś nieznanego.

Uczestnikom na pewno długo w pamięci zostanie sceneria w jakiej rozgrywały się zawody. Bieszczady, wschód słońca, powoli unosząca się nad wodą mgła. Sceneria po prostu bajkowa. Uprzedzając pytania – powyższe zdjęcie nie zostało podrasowane przez  profesjonalnego fotografa, ale zrobione przez jedną z wolontariuszek, która wyznaczała miejsce wyjścia z wody po jednym z odcinków pływackich 😉

Sama rywalizacja na dwóch głównych dystansach czyli Sprincie i Marathonie rozpoczynała się o godzinie 6 rano. Uczestników przywitała piękna pogoda, temperatura powietrza wynosiła około 12 stopni. Początkowo uczestnicy pokonywali trasę razem, oczywiście w dwuosobowych Teamach.

Pierwszy odcinek – 2 km biegu środkiem Cypla Polańczyk na sam jego koniec, a potem najdłuższe pływanie – Polańczyk – Solina (1km), czyli Jezioro Solińskie w poprzek.

Pierwszy szok już za uczestnikami. Temperatura wody według zawodników „zaskakująco przyjemnie ciepła”. W trakcie zawodów miała około 18 stopni. Co oznacza, że na pierwszym odcinku była cieplejsza niż temperatura powietrza. W ciągu dnia słońce przygrzewało coraz mocniej stopniowo rosnąc do 18 stopni.  Po wyjściu na drugim brzegu od razu najcięższe bieganie. Odcinek około 6 km, czyli jeden z najdłuższych, zawierający w sobie najwyższy punkt trasy czyli Górę Jawor. Generalnie wszystkie odcinki były zbliżone względem profilu – wyjście na poziomie wody, podbieg i zbieg znów do poziomu wody. Nie były to więc zawody „płaskie”. Suma podejść na dystansie Sprint wynosiła prawie 1000m!

Po tym odcinku zawodnicy zbiegli na plażę, co było możliwe dzięki bardzo niskiemu poziomowi Jeziora w tym roku. Spora część trasy biegła skalistym wybrzeżem, skąd rozciągał się piękny widok.

Następnie krótki (200m), ale przez zdecydowaną większość uczestników nazywany najbardziej bajowym, odcinek pływacki na Teleśnicy, na którym najdłużej utrzymała się poranna mgła.

Po tym odcinku pływackim nastąpił bardzo krótki odcinek biegowy (500m) i kolejne pływanie o długości 600m. Na jego końcu czekało coś co jest wyjątkowe dla tej dyscypliny czyli …. najprawdziwsza wyspa! Coś co niemożliwe jest na żadnym biegu górskim czy triathlonie. Coś co nadało nazwę dla tego sportu na świecie (ÖTILLÖ – to tak naprawdę 3 słowa Ö TILL Ö, czyli od wyspy do wyspy). Konkretnie była to wyspa Skalista, której przebiegnięcie na drugą stroną linią brzegową to około 400m i znów do wody.

Tym razem uczestnicy mogli kierować się na ogromny maszt z flagą Polski który znajdował się na drugim brzegu (Jutryna). Znów krótki odcinek biegu skalistym wybrzeżem (700m) i krótkie pływanie (300m w głąb Zatoki Węży – pochodzenie nazwy nieznane 😉 ). Po tym mocno naznaczonym ciągłymi zmianami odcinku mieliśmy okazję zrobić takie właśnie zdjęcia:

W tle widać kilka par jeszcze na poprzednim brzegu, a kilka już dopływa do kolejnego wyjścia z wody.

 

W tym momencie przyszedł znów czas na dłuższe bieganie. Prawie 6km po półwyspie Werlas, który zmuszał uczestników znów do wbiegnięcia na takie wysokości, z których roztacza się wspaniały widok na całą okolicę. Tam też była okazja do uzupełnienia zapasów energetycznych na drugim punkcie odżywczym (pierwszy znajdował się na Górze Jawor). I znów zbieg aż do poziomu wody i odcinek pływacki (400m) do wyspy – tym razem Energetyk. 1,1km biegu i znów pływanie (300m) i wracamy na Polańczyk. Kto w tym momencie myślał, że meta blisko ten miał racę, ale po drodze do zaliczenia był jeszcze wymagający podbieg na punkt widokowy – tym razem można było obejrzeć piękną okolicę z trzeciej już strony! Kto miał siły żeby podziwiać widoki, ten na pewno był zachwycony. Stamtąd już tylko zbieg na metę. Łącznie 19 km biegu i 3,2km pływania.

 

Radość, medal, koszulka finishera, uściski… Tak! Ale tylko dla niektórych! Mamy przecież wśród uczestników prawdziwych ultrasów, którzy zdecydowali się podjąć największe wyzwanie, czyli dystans Marathon. Uczestnicy tego dystansu walczyli o punkty kwalifikacyjne do Mistrzostw Świata ÖTILLÖ! Właśnie dla nich ten moment był dopiero połową trasy! Jak ciężko było minąć strefę medalową, udać się do punktu odżywczego i ruszyć dalej na kolejne 20 km wysiłku!

To właśnie im poświęcamy drugą część artykułu, to właśnie oni wzbudzali największy respekt parę godzin później i to właśnie oni mieli możliwość obcowania z kolejnymi wyjątkowymi miejscami, które czekały na nich w drugiej części trasy!

Mijając linię mety byli w środku odcinka biegowego o długości 4 km. Zakończony był zbiegiem na Cypel Ciotki.

Na końcu 500m pływania na bardzo urokliwy Cypel Las Soliński. Uczestnicy ruszyli na kolejny odcinek biegowy – aż 7,9km, który z biegiem czasu stawał się coraz cięższy, bo temperatura powietrza ciągle rosła. Na pewno z dużą ulgą przywitali czekające na jego końcu pływanie w Jeziorze Myczkowskim (300m). Ten odcinek był wyjątkowy, ponieważ przecinał w poprzek jezioro, które wypełnione jest wodą z dna jeziora Solińskiego. Temperatura? Zdecydowanie oddaje warunki panujące w Szwecji – około 11 stopni! Ochłodzenie gwarantowane.

Po wyjściu z wody, na rozgrzanie ponad 150 schodów. Na górze już na pewno nikt nie pamiętał o lodówce w wodzie. Przedostatni odcinek biegowy wiódł wzdłuż urokliwego Rezerwatu Koziniec.

Wreszcie ostatnie pływanie. 1km z Soliny do Polańczyka. W nogach już 4 km pływania i 38 km biegu. A żeby nie było za „łatwo” zerwał się mocny wiatr, który wzburzył taflę jeziora. Pojawiły się fale jak na morzu.

To już była walka o przetrwanie. Nic dziwnego, że zawodnicy byli uskrzydleni na jego końcu;)

Po przetrwaniu tego etapu już tylko 2 km biegu (pod górę) wzdłuż Cypla Polańczyk. Prawdziwa runda honorowa wśród licznych turystów i wczasowiczów! Nareszcie upragniona meta. Łącznie 40 km biegu i 5 km pływania.

Wreszcie upragniony medal i koszulka finishera.

W międzyczasie głównych rywalizacji odbył się też wyścig First Step czyli dosłownie pierwszy krok w świat Swimrun. Ten dystans również odbył się jako rywalizacja par. Do pokonania było 8 km biegu i 1,1 km pływania. Uczestnicy mieli do zaliczenia Wyspę Energetyk i odcinki wodne z unoszącą się mgłą. Dystans na którym był czas nawet na zdjęcia w trakcie rywalizacji!

Same zawody na pewno zapadną na długo w pamięci zawodników. Jako, że odbywały się w sobotę, a większość uczestników zaplanowała sobie cały weekend w Bieszczadach, po ukończonych zawodach na spokojnie można było udać się na posiłek. A wieczorem? Dekoracja zwycięzców na scenie:

Te nazwiska warto zapamiętać – zwycięzcy zawodów Swimrun Poland Solina 2017!

Na dystansie Sprint zwyciężyli:

Andrzej Uhl i Konrad Zdun (Swimrun Poland Kraków) – Team Men – 2h 41min 53sek

Justyna Woźniak i Jakub Woźniak (Dotfizjo/Dotsport) – Team Mixed – 2h 51min 10sek

Małgorzata Piasecka-Mróz i Karolina Gołaszewska (Warsztat Formy Księżniczki) – Team Women – 3h 57min 45sek

Na dystansie Marathon zwyciężyli:

Bartłomiej Czyż i Wojciech Szeliga (Wild Strawberries/Goswimrun.pl) – 6h 51min 45sek – Team Men

Dominika Sosnowska i Marek Szymczak (Naszaera/Goswimrun.pl) – 7h 13min 27sek

Po uroczystej dekoracji przyszedł czas na mniej oficjalne zakończenie zawodów, czyli After Party w Klubie Czarne Złoto w Polańczyku. Dla każdego uczestnika piwo na barze i zabawa do później nocy. Był czas na integrację i rozmowy o zawodach i nie tylko.

W niedzielny poranek, zanim wszyscy rozjechali się w najdalsze zakątki Polski był jeszcze czas na leniwe rozmowy przy wspólnym śniadaniu (jak na te zawody przystało – oczywiście w formie szwedzkiego stołu). Po takim weekendzie na pewno środowisko swimrunnerów w Polsce można uznać za bardzo zintegrowane.

A potem już tylko „Lecim na Szczecin” jak powiedziała jedna z ostatnich par opuszczających Polańczyk, co było podwójnie śmiesznie, gdyż właśnie do Szczecina musieli dziś dojechać.

Podsumowując zawody nie można zapomnieć o perfekcyjnym zabezpieczeniu odcinków wodnych przez flotę z Bieszczadzkiego WOPR.

I zacytować opinie uczestników:

„Przepiękne zawody w bajkowej scenerii. Warto było tam być. Najlepsze zawody w jakich miałem okazje uczestniczyć.”  Robert

„Za rok wracamy. Kapitalna impreza.” Grzegorz

„Na początku był chaos… a z niego wyłoniły się najlepsze zawody sezonu J” Jazzoniawho

W takim razie do zobaczenia za rok! Wstępnie 15 września 😉

Autor

Kacper Piech

Zawodnik i organizator imprez z wieloletnim doświadczeniem

Maraton 2.30.25

Półmaraton 1.10.30

Finisher zawodów ÖtillÖ Swimrun World Series w Szwedzkim Utö 2017

Zwycięzca Biegu Rzeźnika na Raty 2017

About the author: RunOnline

Leave a Reply

Your email address will not be published.